sobota, 22 listopada 2014
Rozdział 1
Obudziłam się rano i pierwsze co powiedziałam to:
-Kurwa!
Tak, dokładnie to. Wszystko dlatego, że ta suka Aimee mnie nie obudziła, choć prosiłam ją o to wieczór wcześniej.
Szybko wyskoczyłam z łóżka (zwykle leżę jeszcze z 10 minut, ale teraz nie mam czasu) i pobiegłam do łazienki. Miałam nadzieję, że nie będzie zajęta. Oczywiście to było naiwne.
-Abby! Otwieraj te drzwi!
-Zaraz! Jesteś straszną suką, wiesz? - moja młodsza siostra krzyknęła z łazienki.
Westchnęłam głośno i oparłam się o ścianę czekając, aż łaskawie wyjdzie. To pewnie długo zajmie, w końcu musi nałożyć na siebie swoją kilogramową tapetę. Biedna, będzie wyglądała strasznie na starość.
Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi i za chwilę Aimee wyszła na korytarz w szlafroku.
-Czemu mnie nie obudziłaś?! - krzyknęłam.
-Jesteś już dorosła - wzruszyła ramionami.
-Prosiłam cię o to!
-Kazałaś, to różnica.
-Zrobiłaś nadinterpretację!
-Nie udawaj, że wiesz co to znaczy - przewróciła oczami.
-Suka - mruknęłam.
-Też cię kocham.
Gdy już miała wrócić do pokoju, zawołałam za nią:
-Pewnie miałaś gorącą noc, co?
-Nie wiem co masz na myśli.
-Ian wyszedł przez okno?
-Moje życie to nie twoja sprawa.
-Tak, jasne - odparłam sarkastycznie.
-Jesteś strasznie upierdliwa! - wyrzuciła.
Trzasnęła drzwiami i tyle ją widziałam. Stałam jeszcze z jakieś 10 minut zanim Abby łaskawie wyszła z łazienki (oczywiście jej twarz wyglądała jakby była zrobiona samoopalaczem).
-Dłużej się nie dało? - warknęłam.
Jak zawsze otrzymałam złośliwy uśmiech.
-Specjalnie dla ciebie - odparła.
Przysięgam, czasem jej nienawidzę.
Zamknęłam się w łazience na zaledwie kilka minut ponieważ w przeciwieństwie do Abby potrafię ogarnąć się bardzo szybko (zwłaszcza, że mam naprawdę mało czasu). Potem wbiegłam do pokoju i narzuciłam na siebie wcześniej przygotowane ubrania (dobrze, że posłuchałam mamy i wybrałam je wczoraj).
http://www.polyvore.com/school_1st_day/set?id=132607377
Zeszłam na dół żeby zjeść szybki śniadanie jak zawsze i w kuchni dosłownie mnie zamurowało. Przy stole siedział Dan, chłopak mojej mamy.
-Cześć Adeline - uśmiechnął się do mnie.
-Cześć - nie odwzajemniłam tego.
Niby rodzice są po rozwodzie i to było nieuniknione, mama ma prawdo do szczęścia i cieszę się, że kogoś ma, ale...nie lubię go. Po prostu mnie irytuje i nie umiem póki, co tego przezwyciężyć.
-Hej skarbie - mama uśmiechnęła się do mnie.
-Hej.
Wzięłam miskę i nasypałam sobie do niej płatków.
-Bez mleka? - spytał Dan.
-Nigdy nie biorę mleka. Tak jak tata.
Moja mama otworzyła usta żeby coś powiedzieć, ale Dan pokręcił głową i się uśmiechnął.
-Nie mam ochoty rozmawiać - obroniłam się - nie wyspałam się.
I to nie ma nic wspólnego z tym, że siedziałam do drugiej w nocy z Jackiem na dachu gadając o jakichś głupotach.
-To normalne - uśmiechnął się Dan - ja nigdy nie umiałem wstać pierwszego dnia.
Nie odpowiedziałam na to, tylko jadłam w ciszy. Do kuchni wpadła Abby i ucałowała mamę.
-Hej Dan! - rzuciła wesoło.
Zdrajczyni. Przymili się do każdego byleby mieć z tego jakieś korzyści, takie jak dodatkowe funty do kieszonkowego.
-Podwieziecie mnie do szkoły? - spytała.
-Jasne. Adeline jedziesz z nami? - spytała mama.
-Nie, poradzę sobie.
-Ktoś jeszcze chce darmową podwózkę? - Dan spojrzał na mamę.
-Po Amy przyjedzie jej chłopak.
Który był tylko zmienić koszulkę, ups.
-A Ashton źle się czuje i zostaje w domu.
Ash źle się czuje?
Wymieniłyśmy z Abby zaniepokojone spojrzenie, ale nic nie powiedziałyśmy. Przynajmniej pod tym jednym względem jesteśmy dla siebie dobrym rodzeństwem. Jeżeli wiemy o jakichś wpadkach nie lecimy z tym od razu do mamy. Pozwalamy rozwiązywać nasze problemy bez nadopiekuńczej mamusi.
Poza tym co miałybyśmy powiedzieć w tym przypadku? Hej mamo, wiesz Ashton trochę ćpał gdy rozwiedliście się z tatą i wylądował w szpitalu kiedy pojechałaś na tydzień z Danem do jego rodziców. Możliwe, że znowu zaczął się w to bawić. Brzmi źle, prawda?
Pożegnałam się szybko i ruszyłam na przystanek. Jack również wyszedł.
-Hej - przytuliłam go.
-Dawno cię nie widziałem - zażartował.
-Ja ciebie również sąsiedzie - uśmiechnęłam się.
-Podekscytowana na myśl o szkole?
-Bardzo - odpowiedziałam sarkastycznie.
-To będzie nasz rok - udał entuzjazm.
Oboje się roześmialiśmy.
-W każdym razie ostatni - powiedziałam.
-I więcej nie będziemy musieli patrzeć na drzwi w toaletach na których są kutasy.
-Daj spokój, nie są takie złe.
-Bo chciałabyś się na jednym przejechać?
-Boże Jack! Gadasz jak Tyler.
-Nie - nagle zmienił ton - Nie jestem jak Tyler.
-Może i dobrze. Dwaj kumple geje zdecydowanie zrujnowaliby moją teorię o przyjaźni damsko-męskiej.
Nasz autobus przyjechał i wsiedliśmy. Zajęliśmy tylne miejsce jak zawsze.
-Geje nie liczą się jako faceci?
-Liczą, ale to by oznaczało, że ta przyjaźń istnieje tylko wtedy gdy jedna ze stron nie jest hetero.
Resztę drogę Jack wypytywał mnie o moje zdanie na ten temat, co trochę mnie zdziwiło ponieważ po co tyle pytań na temat jednego?
Dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy.
-Idę po nasz plan lekcji - powiedział.
Pomachałam mu i ruszyłam przed siebie. Wtedy usłyszałam wołanie za sobą:
-Suko! Ani drgnij!
Oczywiście, Tyler.
Odwróciłam się do niego przodem.
-Drgnęłam i co?
-Gdybym nie to, że jestem gejem dostałabyś mojego kutasa jako karę.
-Uroczy jak zawsze.
-Usłyszałam kutas - obok nas pojawiła się Nina.
-Co do kurwy? Przed chwilą cię tu nie było - powiedziałam.
-Teraz jestem. Więc co to za kutas?
-To słowo działa na ciebie jak magnes, przysięgam - zaczęłam się śmiać.
-Więc powiedziałem Ade, że dostałaby mojego kutasa jako karę gdyby nie to, że jestem gejem.
-Jakbyś wsadził jej w tyłek nie poczułbyś różnicy.
-Poczułbym.
-Niby jaką?
-Dotykałaś i męski i damski tyłek?
-Nie? Kobiecego nie dotykałam.
-Jak dotkniesz to zrozumiesz. One są inne - udał, że się wzdrygnął.
-Miałeś kiedyś akcję z kobietą? - zdziwiłam się.
-Trzeba spróbować z różnych źródeł zanim dowiesz się, z którego smakuje ci najbardziej - uśmiechnął się.
Pokręciłam głową śmiejąc się.
Po chwili dołączył do nas Jack biegnąc z planem.
-Mam nasz plan. Och, hej - powiedział reszcie.
-Spójrz na jego tyłek! - krzyknął Ty.
Jack się zaczerwienił.
-C-co?
-Jest zupełnie inny niż kobiecy - dodał.
Zaczęłyśmy się z Niną mu przyglądać wprawiając go w zakłopotanie.
-Po pierwsze hej. Po drugie dlaczego gapicie się na tyłek Jacka? - zawołała Hilly.
-Też nie bardzo rozumiem.
Po dłuższym przyglądaniu wyjaśniliśmy im o co chodzi i udaliśmy się na nasze lekcje.
Pierwszy był angielski i cieszyłam się, że mam go z Niną, Hilly i Tylerem. Dzięki temu nie musiałam czuć się samotna biorąc pod uwagę to, że w większości w klasie siedzą same osoby, których nie lubię.
-Jak ktoś z takimi udami mógł ubrać krótkie spodenki? - Selena spojrzała w moim kierunku głośno mówiąc.
Parę głów odwróciło się w moją stronę, ale usilnie starałam się tym nie przejmować.
-Jak ktoś bez szacunku do samego siebie może mieć dalej złączone nogi? - rzuciłam.
Otworzyła szeroko oczy i już szykowała się żeby coś powiedzieć kiedy Ashley Leggat przyszła jej z pomocą.
-Nie zwracaj uwagi na to coś - spojrzała na mnie z pogardą - biedaczka próbuje się dowartościować bo jej nikt nawet nie chce dotknąć.
Na te słowa parę osób wokół nich się roześmiało, a najgłośniej Louis Tomlinson, który wyglądał jakby chciał zrobić palcówkę swojej dziewczynie na oczach wszystkich.
-Dziewica - prychnął. - Myśli, że będzie was kurwa rozstawiać po kątach.
Mówiłam już, że nienawidzę tego dupka i tych dziwek?
Szykowałam się już do odpowiedzi, ale wtedy do klasy wszedł nauczyciel i wszyscy grzecznie usiedli na swoich miejscach. Potem był wf (męczarnia z siatkówką), a po nim poszłam z Niną na stołówkę spotkać się z resztą naszej paczki.
-Przysięgam mam dość tych nadętych suk - warknęłam.
-Woah suka to nasze określenie na ekipę! - oburzył się Tyler - Nazywaj inaczej te dziwki.
-Co zrobiły? - spytała Sophie, ostatnia osoba w naszej paczce.
-Cały angielski i wf drażniły Ade. Miałam ochotę w nie czymś rzucić, naprawdę! - powiedziała Nina.
Przez dłuższy moment rzucaliśmy w ich stronę obraźliwe określenia, aż przerwała to Hilly.
-Idziemy dziś na imprezę - oznajmiła.
-Co? Gdzie?
-Do Kendall Jenner. Robi domówkę z okazji rozpoczęcia roku szkolnego.
-Myślałam, że to żałoba - zauważyłam.
-Pieprzyć to. Każda okazja do napicia jest dobra - wykrzyknął Ty - Jedziemy tam suki!
-Niech ci będzie - westchnęłam.
-Nie mów, że nie masz ochoty się napić.
-Mam, ale...
-Ale?
-Mama?
-Spław ją. Powiedz, że idziesz spać do Niny albo coś.
-I wrócę nad ranem? Tak na pewno się nie domyśli.
-Wszystko komplikujesz. Będziesz spała u mnie - powiedział Jack.
-Widzisz Jack jest dziś twoim wybawcą więc możesz mu zrobić potem loda, pozwalam wam.
Oboje z Jackiem się zaczerwieniliśmy, a ja kopnęłam go w nogę.
-Za co?! - syknął.
-Za bycie niewyżytym gejem?
-Właśnie - Jack uderzył go w ramię.
-Zejdźcie z niego. Może dawno nie miał kutasa w tyłku i jest nieszczęśliwy? - rzuciła Nina.
Wybuchnęliśmy śmiechem słysząc jej komentarz i nie mogliśmy przestać się śmiać przez następne pięć minut.
-Dobra, przyjeżdżam po ciebie o 19 więc masz być gotowa albo wleczesz swój tyłek pieszo - ostrzegł Tyler.
-Dobra, cokolwiek.
*
Gdy tylko wróciłam do domu poinformowałam mamę, że śpię u Jacka. Zgodziła się bez pytań, więc pobiegłam na górę i szybko wybrałam ubrania, które założę na przebranie i spakowałam je do torby. W końcu musi to wyglądać realistycznie. Więc tak 10 minut później byłam już w pokoju Jacka. Przebrałam się przy nim ponieważ po tylu latach przyjaźni nie krępuję się przed nim.
http://www.polyvore.com/party_time/set?id=135044083
-Wyglądasz nieźle - skomentował.
-Dzięki.
-Wychodzimy?
-Jasne.
Tak więc wyszliśmy i po kilku minutach podjechała taksówka. Wskoczyliśmy na tylne siedzenie gdzie była Nina, a z przodu siedział Tyler.
-Ty?
-Tak?
-Dlaczego jedziemy taksówką?
-Cóż zamierzam schlać się tak jak jeszcze nigdy więc nie chciałem ryzykować zarysowania wozu.
No tak Tyler kocha swoje Lamborghini. Tak, jeździ pieprzonym Lamborghini (niektórzy ludzie w mojej szkole mają więcej kasy niż są w stanie wydać).
-Gdzie Soph i Hilly?
-Jadą inną. Nie zmieścilibyśmy się do jednej.
-Ile mam ci oddać za taksówkę?
-Co kurwa? Ja płacę.
-Ale...
-Żadnych ale. Chcę się napić więc tego nie psuj. I co ty na siebie włożyłaś?
-Nie podoba ci się?
-Nie? Jest za mało wulgarne.
-Właśnie - podchwyciła Nina - gdybyś ubrała spódniczkę ktoś mógłby ci zrobić palcówkę.
-Czy tylko ja idę tam żeby się dobrze bawić, a nie dać obmacywać?
-I tak wiemy, że byś chciała tylko się boisz - zaśmiał się Tyler.
Ma cholerną rację.
Dojechaliśmy na miejsce i musiałam przyznać - dom Jennerów to naprawdę willa.
-Ten dom wygląda niesamowicie - powiedziałam.
-Dom? To jakaś pieprzona forteca - poprawiła mnie Nina.
-W każdym razie...czas uderzać do środka suki! - krzyknął Tyler.
Weszliśmy do środka gdzie było już pełno ludzi, a zapach alkoholu i trawki był wyraźnie odczuwalny. Zauważyliśmy Sophie i Hilly, które nam pomachały i wróciły do rozmowy z jakimiś chłopakami z naszej szkoły. Tyler chwycił drinka ze stolika i poszedł flirtować z jakimiś kolesiem, a Jack zmył się mówiąc, że idzie się rozejrzeć. Zostałam sama z Niną.
-Więc co robimy?
-Nie wiem jak ty, ale ja idę poszukać kogoś kto ma trawkę - puściła mi oczko.
Świetnie, zostałam sama.
Postanowiłam nie stać jak kołek i dołączyć się do jakiejść grupy.
-Hej Ed - przywitałam się z Sheeranem.
-O hej Ade - uśmiechnął się.
Poklepał miejsce obok siebie i usiadłam. Lubię go, zawsze jest miły i nie zamyka się w kółku swoich znajomych, jest otwarty na innych.
-Papierosa?
-Nie, dzięki. Jak wakacje?
-Kiepsko - skrzywił się lekko.
-Dlaczego?
-Zerwałem z Ellie.
-Co?! Jak to?! Przykro mi.
-Niepotrzebnie. Zdradziła mnie z jakimś dupkiem.
-Co za...brak mi słów.
-Ta...mi też.
Wszyscy wiedzieli, że Ellie nie jest do końca stała w uczuciach, ale wydawało się, że przy Edzie się zmieniła.
-Cóż...jak twoje? - zmienił temat.
-Byliśmy w Los Angeles - obok nas usiadł David Radnor.
Tak, byliśmy razem. Znam Davida od dziecka ponieważ nasi ojcowie bardzo się lubią. Małżeństwo i moich i jego rodziców się rozpadło i oboje wylądowaliśmy tutaj w Londynie.
-Serio? Nieźle!
-Trochę - uśmiechnął się - wiesz wizyta u naszych tatusiów.
-Ile tam byliście?
-Prawie miesiąc - odpowiedziałam.
-Długo - skomentował.
Nie wystarczająco. Najchętniej zostałabym tam z tatą i nie wracała. Gdyby nie to, że mam tu przyjaciół prawdopodobnie bym tak zrobiła.
-Dobrze się bawiliście?
-Byłoby lepiej gdybyśmy skończyli 21 - David się zaśmiał.
-Ale kupili wam przynajmniej piwo?
-Nie zostawiliby nas biednych bez picia.
-Porządnie, bardzo porządnie.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Rozmowa zeszła w kierunku jarania więc postanowiłam się odłączyć i poszukać Niny. Znalazłam ją wychodzącą z łazienki.
-Właśnie kogoś zaliczyłaś? - spytałam podejrzliwie.
-Nie - westchnęła - Ciągle czekam na mój obiekt.
-A ten obiekt to...?
-Niall.
-Niall?
-Horan!
-Serio? - spytałam zdegustowana.
-Duh! Jest gorący!
-Jest - przyznałam - ale prócz ciała nie ma niczego. Mam na myśli proszę cię on nie ma mózgu.
-Każdy ma mózg.
-W takim razie go nie używa.
-Dlaczego jesteś na niego tak cięta? - wydawała się tym rozbawiona.
-Bo wkurzają mnie ludzie jak on. Jest jak Ashley.
-Daj spokój. Ashley to dziwka.
-O tym mówię. Bądźmy szczere zaliczył chyba większość naszej szkoły.
-I co z tego?
Chciałam odpowiedzieć, ale w tym momencie się pojawił. Miał lekko podkrążone oczy i wyglądał na naćpanego, ale nadal wyglądał jak chodzący seks.
-Na jego miejscu badałabym się po każdej imprezie - powiedziałam po chwili.
-To wszystko?
-Nie, pewnie szybko kończy.
Blondyn obrzucił mnie nieprzyjemnym spojrzeniem, a ja byłam pewna, że usłyszał co powiedziałam.
-Coś jeszcze? - Nina nie mogła oderwać od niego wzroku.
-Tak. Przypomina Ashley tym, że myśli, że skoro ma wygląd reszta jest nieważna i może zachowywać się jak pieprzony król tego świata.
-Woah potok nienawiści widzę.
-Nieważne, chodźmy się napić.
-Ale mój obiekt - jęknęła.
-Twój obiekt właśnie zajął się swoim obiektem.
Wskazałam na blondyna całującego szyję Cher Lloyd, która po chwilę zniknęła z nim na schodach prowadzących na pierwsze piętro.
-Cholera - westchnęła Nina - następnym razem się uda.
-W takim razie obiecaj, że weźmiesz prezerwatywę.
-Spokojnie. Dziewczyny mówiły, że zawsze ma jakieś przy sobie.
-Jest obrzydliwy, przysięgam.
-O gustach się nie dyskutuje - uśmiechnęła się.
Pokręciłam głową w rozbawieniu i podeszłam z nią do stołu, który wręcz uginał się od różnego rodzaju alkoholi stojących na nim.
-Co bierzemy?
-Wódka z sokiem.
-Ostro zaczynasz. Podoba mi się - wyszczerzyła się w moim kierunku.
Nalałyśmy sobie alkoholu i zaczęłyśmy śmiać się z ludzi, których nie lubimy. Normalne. Po jakichś 20 minutach zobaczyłyśmy Nialla schodzącego z Cher na dół. Na schodach dopadł ich Louis z Seleną. Powiedział coś tamtej dwójce, Niall pokiwał głową i po chwili Tomlinson pocałował Cher i pociągnął ją z powrotem na górę.
Zrobiło mi się niedobrze. Przecież on ma dziewczynę. Nie cierpię ludzi, którzy bawią się w ten sposób.
Selena uśmiechnęła się seksownie do Nialla i pocałowała go, ale on ją odsunął.
-Może ma dość tandety, ups - rzuciłam.
Zaczęłyśmy się śmiać, ale po chwili przestałyśmy widząc, że Horan idzie w naszym kierunku. A raczej stołu przy którym stoimy. Nina zaczęła się szybko poprawiać, a ja tylko przewróciłam oczami.
-Przesuniecie się? - warknął.
-To zależy od tego czy poprosisz - odpowiedziałam chłodno.
-Po prostu zrób kurwa miejsce.
-Myślę, że jesteś na tyle zwinny, że weźmiesz wódkę bez większego problemu - wskazałam na alkohol leżący obok nas.
-Może nie chcę wódki?
Prychnęłam.
Niall wcisnął się pomiędzy nas i nalał sobie piwa.
-Piwo? Serio? Myślałam, że tacy jak ty piją to na śniadanie.
Wzruszył ramionami.
-Może obróciłem sobie pory dnia do góry nogami? Poza tym to tylko do popicia.
-Jakżeby inaczej - przewróciłam oczami.
Napił się i spojrzał na Gomez, która czekała na niego.
-Wypijesz całe naraz?
Chciałam go wkurzyć moimi komentarzami i sprawić żeby sobie stąd poszedł dzięki czemu Selena przestałaby się gapić w to miejsce.
Wzruszył ramionami.
-Czemu nie? Szybko kończę alkohol. Zresztą to jedyna rzecz, którą szybko kończę - spojrzał na mnie i wtedy byłam już na tysiąc procent pewna, że wie co powiedziałam wcześniej - sądząc po tym jak ty wolno pijesz musisz bardzo szybko kończyć.
Obrzucił mnie jeszcze jednym spojrzeniem i odszedł od naszego stolika na powrót przysysając się do Seleny.
-Nie cierpię go, naprawdę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
